czwartek, 24 kwietnia 2014

Nowa sztuczka!

Od razu przepraszam za tak długą przerwę. Post miał być o wiele wcześniej- na początku wolnego czyli zaraz przed świętami. Cóż, powód jest taki jak zwykle. Przede wszystkim - brak czasu! A poza tym, postanowiłam, że na święta ograniczę komputer. Ostatnio trochę udzielam się na zapytaj- o tutaj- http://zapytaj.onet.pl/. Ktoś ma konto na tej stronce? Według mnie jest bardzo fajna. Istnieje taka kategoria jak "psy" czy "sporty zwierzęce" więc można trochę posiedzieć w "psich tematach". ;-)


bez ręki się nie dało :c
.























Tytuł posta wskazuje na to, że naumiałyśmy się nowej sztuczki. Taak, to nie ściema. Żeby nie było, że przez święta leniuchowałam i zaniedbywałam psa. ;-) Większość "zaoszczędzonego" czasu poświęcałam szlifowaniu sztuczki "a kuku"! Sukces! O dawna chciałam, aby mój pies to potrafił! ;-) Muszę się pochwalić, że nie korzystałam z żadnej instrukcji! Calutki proces nauki opracowałam sama. Tak samo z innymi sztuczkami. Mam w planach mnóstwo innych, ale nie będę tak wszystkich zdradzała od razu.. Z czasem sami się dowiecie, o jakie mi chodzi.


Udało mi się pozbierać troszkę materiałów i zmontować krótki filmik prezentujący naszą sztuczkę. Na filmie zobaczycie, że Sonia doskonale wie o co mi chodzi, ale brakuje jej tej perfekcyjności. (musimy nad tym popracować c: ) Największym problemem jest stawianie łapek na stopy. Ja mówię "a kuku" a ona tylko wchodzi miedzy nogi i tyle. Muszę ją jeszcze naprowadzać słowem "hop". Hop to taka uniwersalna komenda. Fajnie brzmi i wyjątkowo mi przypadła do gustu. ;-) Ale po chwili przypomina sobie, że ma jeszcze te łapy i wchodzenie pod nogi i paczanie się na mnie nie wystarcza..



Mam nadzieję, że filmik nie był nudny i nie zaspaliście. Miałam dodać kilka zdjęć, ale zapomniało mi się..
Dobrze, że zdążyłam jeszcze nas nagrać na podwórku. Teraz nie ma szans. Wciąż są przelotne burze (z piorunami!) albo po prostu deszczyk.Soniucha musi wychodzić w płaszczyku przeciwdeszczowym. Pamiętacie poprzedni post "Modna Sonia"? Właśnie chodzimy sobie w tym kolorowym. Sonia chyba nie przepada za ubraniami. :( W końcu nie dziwię jej się. Teraz wychodzimy tylko "na siku" i do domu. Na dłuższe spacery nie ma humoru.

(Nie)stety za 4 dni idę do szkoły! Jeszcze nie znam szczegółów, ale obiło mi sie o uszy, że tylko na 3 dni a potem znowu 2 tygodniowa przerwa, bo starsze klasy jeszcze będą pisać jakieś testy. To brzmi za pięknie, by było prawdziwe...






















Czas zabrać się za prace domowe. x)

Nie wiem, czy wolicie posty krótkie i na temat, czy posty długie, o wszystkim co się u nas działo, z mnóstwem zdjęć i pierdół.. Nie wiem właśnie czy mam pisać tylko i wyłącznie np.: o sztuczce czy mam jeszcze dorzucić takich pierdół np.: o pogodzie itp.

sobota, 15 marca 2014

I znów na działce.

Śmiem ogłosić, że wiosna już tuż tuż! Nieee, co ja piszę... Skoro: jest zero śniegu, plusowa temperatura i ogólnie jest zajebiaszczo-no to już jest wiosna. ^.^
Z tej okazji poszłam z psicą na działkę.


Mój pierwszy kolaż. =) Podoba się? 

Oczywiście nie obeszło się bez torku agility. Tym razem nasz "tor" składał się z dwóch hopek i tunelu.Slalomu niestety nie było... Chciałam zrobić, ale nie znalazłam dobrych patyków. :c Ciekawe, że Soniak jeszcze pamięta, jak się go przechodziło. 
A co do tunelu... Znalazłam na działce taki dziwny, okrągły, plastikowy tunel. Poprosiłam mamę, żeby mi pozwoliła  go wykorzystać do toru. Nawet nie wiedziałam, że tak się psu spodoba! Gdyby tylko był odrobinę dłuższy... 
A hopki zrobiłam z miotły, motyki i kilku kostek brukowych. Czyli-tradycyjnie. ;)

A oto filmik z naszego agilitowania. Cud-moja mama nas nagrała! 



Ostatnio bardzo często chodzimy nad rzekę San. Jak sie jeszcze bardziej ociepli, spróbuję przekonać Sonię do pływania. :)

Niedawno nasza kolekcja zabawek się  powiększyła. ^.^ W ciucholandzie kupiłam pacynkę, która ma w buzi piszczałkę. Trzeba ją jeszcze trochę przerobić, bo jest zbyt delikatna jak na tak niszczycielskiego psa. Jeszcze odcięłam od niej takie paski, które tak zwisały. Splotłam z nich szarpaczka. 
Mama jeszcze kupiła piłkę, która ma wypustki, takie "kolce" i piszczałkę. 
W ciucholandzie jeszcze znalazłam maskotkę-lwa. Nie kupiłabym jej,  gdyby nie "warczała" gdy się ją naciśnie. Sonia z nią "walczy" =)

A tak poza tym, nic ciekawego. Szlifujemy sztuczki. 

Pozdrawiamy
Ola & Sonia



sobota, 1 marca 2014

-Potrzymasz to, Sonia?

-Tak, tak, tak! Oczywiście, dawaj!
Tak reaguje moja wariatka na włóczkowego koziołka. :) Taak, zrobiłam sobie, a właściwie splotłam. x)


Wykonanie było baaardzo proste. Po prostu owinęłam pędzelek włóczką.







Wedle obietnicy, jest filmik naszej sztuczki! :}
Jak nie będzie działać, szlag mnie trafi.


Film robiony na szybko, w 10 minut. Strasznie mi zależało, przecież nie wiadomo kiedy znowu będę mieć czas. I jak? podobało się? :}
Muszę przyznać, że polubiłam ten program (Movie Maker). Niby taki prosty, a ile możliwości daje. xD Jak skończymy się uczyć następnej sztuczki, znowu zrobię filmik. 
A tak konkretnie: uczymy się sztuczki "módl się". Strasznie się na nią napaliłam i już nie odpuszczę. Na początku myślałam, że jest mega prosta. Teraz dopiero przekonałam się, że wcale tak nie jest. Soniak już ładnie kładzie łapki na rękę i kieruje główkę między łapy. Wszystko byłoby dobrze i już byśmy skończyły naukę, gdyby nie to, że Soniakowi uciekają łapki. :(
Czyli jak położy łapy, jest Ok, schyla główkę- Oki, ale jak już przepycha głowę i znajduje się we właściwym miejscu, łapki ześlizgują się z ręki i wszystko trzeba zaczynać od nowa. ;(
Kurczę, nie mam bladego pojęcia jak to naprawić! A może to tylko kwestia treningów?
Tak czy siak, trzymajcie kciuki, aby się udało.

Muszę przyznać, że na spacerach odnosimy sukcesy! Soniak ślicznie chodzi przy nodze, a jak ją spuszczę, nie szaleje jak opętana, tylko spokojnie idzie sobie na trawkę i coś wącha.
Jeśli chodzi o psy, jest znacznie lepiej. Wcześniej były cyrki, jak Sonia zauważyła psa. Teraz potrafi prawie obojętnie przejść tuż przy psie! :D Jestem z niej dumna! No i ilość szczekania została zredukowana do prawie zera. Czasami jeszcze zdarzy jej się szczeknąć na jakiegoś psa, ale wciąż nad tym pracujemy.
Oczywiście nie chcę zrobić z psa maszynkę, chcę po prostu mieć grzecznego, posłusznego i kreatywnego psa! I tego mi życzcie. :)

Pozdrawiamy Ola & Sonia


piątek, 28 lutego 2014

Zapowiedzi: co w krótce pijawi się na blogu?

Czasu trochę minęło... Przydałoby się coś tu napisać, prawda?

Powiem tak: pomysłów w cholerę a czasu brak. :( Mam strasznie dużo nauki. A co za tym idzie- wiadomo. Sprawdzian z chemii, z biologi... Mam nadzieję, że jak się poprawie i podwyższę stopnie, mama może coś mi kupi. Obecnie marzę o szelkach norweskich...  No i o koziołku. :} Przydałby się, bo Sonia akurat opanowała sztuczkę trzymaj/daj! I właśnie o tym planuję zrobić pościk.
Myślę, że pojawi się już wkrótce. Muszę jeszcze pozbierać trochę materiałów do filmiku.
Oczywiście pojawi się w nim sama sztuczka trzymaj. Sesyjki w domu i praca na podwórku. ;} Fajnie by było, gdybym namówiła mamę, żeby nas nagrała. Znając ją, będzie ciężko- jak niektóre osoby, myśli że te całe sztuczki, komendy, "tresura" to straszliwa męka dla psa. Chciałam jej pokazać, że wszystkie psy uczone metodą klikerową, robią to dla przyjemności/ zabawy, a nie z przymusu. Gdy jej pokazałam filmik Patrycji Kowalczyk, mało co nie umarła z żalu. W tedy ona próbowała mi wmówić, że te psy musiały być lane batem. :D Hhahaha, nie ogarniam jej.

Obrazek

Jakiś tydzień temu byłyśmy się strzyc, jednak nie widzę sensu robienia o tym osobnego postu. Sonka już jest ścięta na krótko. I tak nie ma śniegu i jest ciepło, więc nie ma potrzeby zapuszczać włochów.A tak poza tym, nic ciekawego. Jakoś żyjemy, sztuczkujemy, spacerujemy... :)

W kwietniu, zaraz po świętach wielkanocnych mam prawie 2 tygodniowe wolne. :) Starsze klasy piszą testy, a my ( pierwszaczki) mamy wolne!
Trzymajcie kciuki, aby udało się nam w pełni wykorzystać ten czas!
Pozdrawiamy Ola & Sonia


czwartek, 30 stycznia 2014

Modna Sonia.

Wiele osób teraz pomyśli: "eee tam... Kolejny dzieciak ubierający swojego psa, bo przecież tak sweet wygląda w tej sukience". Otóż nie! Ubieram swego psa tylko i wyłącznie dla jego dobra. No bo co to za przyjemność ze spaceru, na którym pies tylko się trzęsie i nic poza tym? Więc zamiast męczyć swego psa i narażać go na przeziębienie, ubieram go w ciepły i wygodny kubraczek.

Wybierając dla psa ubranko, należy zadbać o to, aby był ciepły, nieprzemakalny i rzeczywiście było psu wygodnie. Ważne jest też, aby ubranie nie ograniczało ruchów! =) 
Oprócz tego, niektóre ubranka są naprawdę drogie. Widziałam takie za kilka stów!

Ja oszczędziłam pieniądze i uszyłam 3 ubranka. A tak dokładniej, to moja mama uszyła. c: 
2 z nich są nieprzemakalne, natomiast 1 pozostały jest z materiału.

Czerwona kamizelka

Pierwsze ubranko, które chciałabym wam przedstawić, to moja ulubiona, czerwona kamizelka. ;D


 Jest to  zwykła kamizelka z kapturem. Jest zapinana na rzepy przy brzuszku. I to jest jej jedyna wada. Ubiera się spoko, ale z zapinaniem jest źle. Jestem w tedy zmuszona przewracać Sonię na plecki. 
Ale tak, to jest całkiem spoko. =D Mi się bardzo podoba! Ma wyrazisty, czerwony kolor i psiakowi pasuje. Czasami Soniak przypomina mi w tym takiego psa-ratownika, jak w filmach. Albo strażaka. Ubranko jest oczywiście nieprzemakalne i wiatroszczelne. Posiada też czarną podszewkę, dzięki czemu jest również bardzo ciepła. Będziemy ją używać, gdy będzie mokro i zimno. =)


Nie wiem dla czego, ale niektóre zdjęcia powychodziły takie żółte. ;/ Okropnie to wygląda. 
Ale na szczęście Sonia nie. ;) (chyba)


Hah, specjalnie do zdjęć zrobiłam jej nowego kucyka, a ona- jak na złość - wytarzała się w dywanie i wszystko z powrotem zniszczyła. Grrr... Jak to ona. Ale i tak ją kocham! <3


Jasny, szmaciany kubraczek

Kolejne ubranko, to znów kamizelka, tym razem szmaciana. Jest wykonana z materiału przemakalnego, więc na śnieg czy deszcz się nie nadaje. Ale za to jest baardzo ciepła, więc będziemy ją używać, gdy będzie zimno, ale sucho.


I tu tak samo- jest zapinana na brzuszku. :( Tym razem na taki zatrzask/ kapsle, nie wiem jak to nazwać. 


Ubranko jest koloru jasno-żółtego. Ma łepki piesków, łapki i kilka śmiesznych napisów. Łapki są niebieskie, dzięki czemu idealnie pasują do naszej obroży, którą sama robiłam i do naszej smyczy. ;)



Nieprzemakalna kurtka

Kolejne ubranko, to już kurtka a nie kamizelka. :) Ma kaptur i rękawki, dzięki którym łapki się nie brudzą.


Co tu pisać...? Kurteczka jest nieprzemakalna, bez podszewki. Nadaje się tylko, gdy będzie mokro, ale ciepło. No i tu też minus: też jest zapinana na brzuszku. Tym razem na guziki. 


To ubranko jest najsłabiej dopasowane. Jak widać, trochę się marszczy przy łapkach. :( Jednak plus jest taki, że posiada rękawki  ........


 ....... i kaptur! ;) 
Hahah, śmiesznie wygląda!

przepraszam za parapet na zdjęciu

"spróbuj mi tylko podskoczyć!" Jak dres ;)

To już tyle ubranek. (na szczęście)
Na tych zdjęciach Sonia tak smutno wyszła.. :( Ale żeby nie było, że ją męczyłam, daję zdjęcie, gdy jest szczęśliwa, świeżo wymiziana i nagrodzona smakołykami. 


Jej wielka dupensja <3 

Całujemy gorąco
Ola & Sonia

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Filmowo.

Ostatnio wynalazłam na moim komputerze program "Movie Maker"! O Boże, odkąd rozkminiłam o co w tym chodzi, wciąż robię filmiki. xD Mój pierwszy film składał się głównie ze zdjęć i był... beznadziejny! Potem zaczęłam robić film poskładany z innych filmów. I wyszły flaki z mlekiem.

Dzisiaj coś mnie natchnęło i poskładałam filmik agi. =) Nie jest cudowny, ale zawsze coś. Poczułam ogromną ochotę, aby podzielić się tym z wami!
Nie chciało mi się dobierać muzyki do filmu, więc nie musicie oglądać z dźwiękiem. Więc śmiało możecie oglądać, nie mając wyrzutów sumienia, że nic nie słyszeliście.




Mam nadzieję, że nie umarliście, oglądając tego "czegoś". xD

Obecnie zbieram materiały na następny film o naszych sztuczkach. Dawno takiego nie było, więc wypadałoby się pochwalić naszymi umiejętnościami, które niestety są marne.
Miałam w planach  nauczyć się kilku sztuczek, ale te ferie tak szybko lecą. :( Ani się obejrzę, a już będę siedzieć w szkole. (3 lutego idę do szkoły)

Póki co, nauczyłyśmy się sztuczki "trzymaj/ daj"! Jestem mega dumna z Soniuchy. Z tym pierwszym nie mamy problemów, bo Sonia ładnie bierze przedmiot do pyszczka- nie żuje go, nie liże, tylko bierze w pysk i... No właśnie. I wypluwa. Nawet jak nie usłyszy kliku klikera. Mam problem z wprowadzeniem "daj". Będę musiała coś wykombinować, zanim zapomnę. =)


Z tej sztuczki zrobię osobny film! (ale dopiero jak rozwiążemy problem)
Więc spodziewajcie się 2 filmów i postu o naszych nowych ubrankach.
Nie będę się na ich temat rozpisywać, bo mam w planach porządny post!

Mam nadzieję, że nie zanudziłam was tu. Chciałam coś napisać, ale nie mam weny. Następnym razem się postaram i napiszę co u nas. ;)
Pozdrawiam
Ola & Sonia

sobota, 18 stycznia 2014

Robótki ręczne



Hurra! W reszcie ferie! Cieszycie się? Ja bardzo. W reszcie "trochę" wolnego czasu. Mam zamiar większość swojego czasu poświęcić psu i blogu, oczywiście. =)
Mam baardzo dużo w planach. Uzbierała się już spora lista. A więc,
-20. 01 idę do Lidla po smycz automatyczną *
-oprócz smyczy kupię smakołyki  ^^
-i morze skuszę się na piłeczkę, którą napełnia się smakami (jeszcze muszę ją obejrzeć, a na zdjęciu w gazetce nie było dokładnie pokazana)
-muszę zdobyć książkę "101 psich sztuczek"
-muszę nauczyć Sonię kilku sztuczek. A mianowicie:
  • ukłon
  • trzymaj/ daj (o niej szerzej kiedy indziej)
  • skok na nogi
  • "na cudzych nogach" (o niej także napisze kiedy indziej)
 *No więc idę po smycz automatyczną do Lida. Strasznie się na nią napaliłam i już nie odpuszczę!

Zdjęcie produktu

Kosztuje TYLKO 30 zł!
Jest linkowa, aż 8 metrów. Z wygodną rączką i miękką wstawką. Z odblaskiem na środku. No i ma to takie opakowanie na woreczki na psie odchody wraz z (chyba) 30 woreczkami. Napisałam "chyba" bo na stronie internetowej, z której wzięłam obrazek, nie ma napisanego z iloma woreczkami. Ale w gazetce było i o ile pamięć mnie nie myli, jest ich 30.
Smycz jest firmy Zoofari.
 Nie mogę się doczekać poniedziałku!
(spodziewajcie się recenzji)

A tak wracając do tematu...
Stwierdziłam, że ta smycz nie będzie pasować do żadnej naszej obroży ;(
Mamy tylko żółtą z pomarańczowymi łapkami, a ona nie będzie w ogóle pasować. =(
Nie będzie mnie już stać na obrożę do kompletu.... Jakie życie jest okrutne!
Hahhahah! Ale ja lubię czasami pokombinować. No i tym razem coś skombinowałam!
Skombinowałam, że sama zrobię obrożę. No i zrobiłam. I poczułam ogromną ochotę, aby podzielić się tym z wami.
Początkowo nasza obroża była smyczą do kluczy ;_; wygrzebaną gdzieś wśród staroci.





 Wybrałam ją, bo ma zatrzask i półkółko. No i jest wykonana z ślicznego, niebieskiego materiału, który będzie idealnie pasować do naszej smyczki. Niestety,  jednej strony jest srebrna z napisem "Energizer".
Wrrr... Ale na szczęście poradziłam sobie z tym.





 Efekt końcowy =)




 Jestem bardzo zadowolona z efektu. Szczerze mówiąc, boję się reakcji mamy, jak wróci z pracy. Ale tak czy siak jestem mega dumna z siebie. Tym bardziej, że nie korzystałam z żadnej instrukcji zamieszczonej w internecie.
Wykonanie jej było dosyć proste. Wystarczyło wziąć skalpel i popruć wszystkie zszycia. Potem złożyłam tasiemkę na pół, aby zakryć ten napis. Zszyłam i dołączyłam zatrzask. I gotowe!






Teraz nasza obroża pasuje nie tylko do tej Lidlowskiej smyczy, ale także do naszych dwóch starych.






 I czas na przymiarkę.







Gotowa na spacerek. Hahaha.  (nie patrzcie na bałagan z tyłu, to Soniucha porozwalała, a mi się nie chciało posprzątać).




 Dumna Sońcia hahah. Dziwnie wyszło to zdjęcie. Jej głowa wygląda, jakby była wklejona z innego zdjęcia. =)





I na koniec dama na ławce. xD

Pozdrawiamy
Ola & Sonia

piątek, 10 stycznia 2014

Kliker Trixie- recenzja




Tak, tak. :) Jest to nasza pierwsza recenzja. I to nie byle jaka!

Przejdźmy do rzeczy. Dla czego kupiłam kliker? Nowy pies? Nie, nie. Nic z tego. O następnym psie mogę co najwyżej pomarzyć.
Co prawda, Sonia potrafi już sporo sztuczek. Niestety, mamy drobny problem z następnymi. Chciałam coś zrobić z jej zadem, ale nie wychodziło nam. Nawet z ukłonem jej nie szło. A co za tym idzie? Sonia zaczęła się zniechęcać. Jej mózg zamienił się w kamień? Tak szybko?
Chciałam natychmiast coś z tym zrobić. Postanowiłam, że zrobię sobie prezent na urodziny- kupię kliker!
Więc zaraz po szkole poszłam do zoologa. Na szczęście mam go zaraz pod szkołą. =>
Poprosiłam o kliker. Mina sprzedającego= bezcenna. :D Pewnie nie wierzył, że taki bachor wie co to jest kliker. A że jeszcze go kupuje?
Miałam do wyboru dwa różne klikery:
-kliker Trixie - zwykły kawał plastiku z blaszką w środku (tańszy)
-kliker elektryczny nieznanej mi firmy. (droższy)
Zastanawiałam się, który wybrać. Ten tańszy? Jak tańszy, to znaczy, że gorszy. Może nie przeżyć rzucania z kąta w kąt. A może ten elektryczny? Wyglądał porządniej:
-ładnie wyprofilowany kształt. Mmmm... pewnie wygodnie by się go trzymało.
-z doczepioną gumeczką i karabińczykiem. Można go trzymać na ręce i przypiąć do smyczy, a nawet do pasa.
-z ślicznym, jaskrawopomarańczowym guzikiem.

Przyszedł czas na test.
Kliknęłam tym od Trixie. No cóż- dźwięk w porządku. Nawet regulacja głośności i doczepiona instrukcja z poradami- niestety po niemiecku. Całkiem spoko. Zwykły, najzwyklejszy kliker.
Kliknęłam drugim. Ehh... A przynajmniej spróbowałam. Ku mojemu zdziwieniu, facet potwierdził, że elektryczne często się zacinają. Jak to? Przecież to niedopuszczalne! Bez większego namysłu kupiłam ten od Trixie- za 7.50.

Do wyboru były cztery kolory- tak jak powyżej. Wzięłam żółty, bo był najładniejszy. Z resztą kolor nie ma nic do rzeczy. Ważne są efekty.
No i są! 
O dziwo- Soniucha z radością wykonuje wszystkie sztuczki i dokładniej niż zwykle. Nawet na spacerze zachowywała się świetnie. Prawie cały czas była spuszczona. Na spacerze też utrwaliłyśmy znaczenie kliknięcia. Zrobiłam krótką sesję na trawniku; klik-smak, klik-smak, klik-smak. 
Efekty były niesamowite! Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak ładnie przychodziła (wręcz przybiegała) na moje zawołanie. Iiii... czas na wielki egzamin. 
Sonia zawsze miała problem z psami. Gdy tylko jakiegoś zobaczyła- ciągnęła, skakała. Nawet szczekała.
Ja stałam sobie spokojnie na chodniku i spokojnie obserwowałam Sonię oddaloną o dobre kilkanaście metrów. Nagle, tuż obok, pojawił się pies. O niee, co teraz będzie! Nie zdążę do niej podbiec. Ahhh... mam jedno wyjście... Zawołałam:
-Sooonia, do mnie! 
Nieee, Sonia już biegnie do psa. Ale? Czekaj, czekaj, zwalnia! Pojawiła się jakaś nadzieja.
-Sonia, chodź do mnie! Już!
Co? Zawraca? Tak, zawraca, biegnie w moją stronę! Jaka była radość, gdy cała i zdrowa pojawiła się tuż obok. Oczywiście, obowiązkowo- klik-smak.

Do domu wróciłam tak rozradowana, że nawet nie zjadłam obiadu, ale ciiiicho... 

Obecnie mogę śmiało i otwarcie powiedzieć, że żałuję, że wcześniej nie zdecydowałam się na kliker. Jest to świetna rzecz. Niby taka drobnostka-  trochę plastiku jakaś blaszka. Ale to niesamowita drobnostka! Sprawia, że pies zaczyna się mobilizować, zachęcać do pracy. Metoda klikerowa kształtuje u psa wiele pozytywnych zachowań. Uczymy psa, że warto być kreatywnym, że warto próbować i doświadczać nowych rzeczy. 
Naprawdę- nie żałuje ani trochę swojego wyboru! I polecam wszystkim właścicielom psów- szczególnie tym, co posiadają starszego, młodszego, lub mało kreatywnego psa. 

Pozdrawiam i serdecznie polecam
Ola & Sonia

Ps.: Post miał być o wiele bardziej bogaty w zdjęcia, ale niestety gdzieś zgubiłam kabel do telefonu. Następnym razem, tak przy okazji na pewno wrzucę zdjęcia z pierwszego spotkania Soni i klikera. =) Papa!