czwartek, 30 stycznia 2014

Modna Sonia.

Wiele osób teraz pomyśli: "eee tam... Kolejny dzieciak ubierający swojego psa, bo przecież tak sweet wygląda w tej sukience". Otóż nie! Ubieram swego psa tylko i wyłącznie dla jego dobra. No bo co to za przyjemność ze spaceru, na którym pies tylko się trzęsie i nic poza tym? Więc zamiast męczyć swego psa i narażać go na przeziębienie, ubieram go w ciepły i wygodny kubraczek.

Wybierając dla psa ubranko, należy zadbać o to, aby był ciepły, nieprzemakalny i rzeczywiście było psu wygodnie. Ważne jest też, aby ubranie nie ograniczało ruchów! =) 
Oprócz tego, niektóre ubranka są naprawdę drogie. Widziałam takie za kilka stów!

Ja oszczędziłam pieniądze i uszyłam 3 ubranka. A tak dokładniej, to moja mama uszyła. c: 
2 z nich są nieprzemakalne, natomiast 1 pozostały jest z materiału.

Czerwona kamizelka

Pierwsze ubranko, które chciałabym wam przedstawić, to moja ulubiona, czerwona kamizelka. ;D


 Jest to  zwykła kamizelka z kapturem. Jest zapinana na rzepy przy brzuszku. I to jest jej jedyna wada. Ubiera się spoko, ale z zapinaniem jest źle. Jestem w tedy zmuszona przewracać Sonię na plecki. 
Ale tak, to jest całkiem spoko. =D Mi się bardzo podoba! Ma wyrazisty, czerwony kolor i psiakowi pasuje. Czasami Soniak przypomina mi w tym takiego psa-ratownika, jak w filmach. Albo strażaka. Ubranko jest oczywiście nieprzemakalne i wiatroszczelne. Posiada też czarną podszewkę, dzięki czemu jest również bardzo ciepła. Będziemy ją używać, gdy będzie mokro i zimno. =)


Nie wiem dla czego, ale niektóre zdjęcia powychodziły takie żółte. ;/ Okropnie to wygląda. 
Ale na szczęście Sonia nie. ;) (chyba)


Hah, specjalnie do zdjęć zrobiłam jej nowego kucyka, a ona- jak na złość - wytarzała się w dywanie i wszystko z powrotem zniszczyła. Grrr... Jak to ona. Ale i tak ją kocham! <3


Jasny, szmaciany kubraczek

Kolejne ubranko, to znów kamizelka, tym razem szmaciana. Jest wykonana z materiału przemakalnego, więc na śnieg czy deszcz się nie nadaje. Ale za to jest baardzo ciepła, więc będziemy ją używać, gdy będzie zimno, ale sucho.


I tu tak samo- jest zapinana na brzuszku. :( Tym razem na taki zatrzask/ kapsle, nie wiem jak to nazwać. 


Ubranko jest koloru jasno-żółtego. Ma łepki piesków, łapki i kilka śmiesznych napisów. Łapki są niebieskie, dzięki czemu idealnie pasują do naszej obroży, którą sama robiłam i do naszej smyczy. ;)



Nieprzemakalna kurtka

Kolejne ubranko, to już kurtka a nie kamizelka. :) Ma kaptur i rękawki, dzięki którym łapki się nie brudzą.


Co tu pisać...? Kurteczka jest nieprzemakalna, bez podszewki. Nadaje się tylko, gdy będzie mokro, ale ciepło. No i tu też minus: też jest zapinana na brzuszku. Tym razem na guziki. 


To ubranko jest najsłabiej dopasowane. Jak widać, trochę się marszczy przy łapkach. :( Jednak plus jest taki, że posiada rękawki  ........


 ....... i kaptur! ;) 
Hahah, śmiesznie wygląda!

przepraszam za parapet na zdjęciu

"spróbuj mi tylko podskoczyć!" Jak dres ;)

To już tyle ubranek. (na szczęście)
Na tych zdjęciach Sonia tak smutno wyszła.. :( Ale żeby nie było, że ją męczyłam, daję zdjęcie, gdy jest szczęśliwa, świeżo wymiziana i nagrodzona smakołykami. 


Jej wielka dupensja <3 

Całujemy gorąco
Ola & Sonia

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Filmowo.

Ostatnio wynalazłam na moim komputerze program "Movie Maker"! O Boże, odkąd rozkminiłam o co w tym chodzi, wciąż robię filmiki. xD Mój pierwszy film składał się głównie ze zdjęć i był... beznadziejny! Potem zaczęłam robić film poskładany z innych filmów. I wyszły flaki z mlekiem.

Dzisiaj coś mnie natchnęło i poskładałam filmik agi. =) Nie jest cudowny, ale zawsze coś. Poczułam ogromną ochotę, aby podzielić się tym z wami!
Nie chciało mi się dobierać muzyki do filmu, więc nie musicie oglądać z dźwiękiem. Więc śmiało możecie oglądać, nie mając wyrzutów sumienia, że nic nie słyszeliście.



video

Mam nadzieję, że nie umarliście, oglądając tego "czegoś". xD

Obecnie zbieram materiały na następny film o naszych sztuczkach. Dawno takiego nie było, więc wypadałoby się pochwalić naszymi umiejętnościami, które niestety są marne.
Miałam w planach  nauczyć się kilku sztuczek, ale te ferie tak szybko lecą. :( Ani się obejrzę, a już będę siedzieć w szkole. (3 lutego idę do szkoły)

Póki co, nauczyłyśmy się sztuczki "trzymaj/ daj"! Jestem mega dumna z Soniuchy. Z tym pierwszym nie mamy problemów, bo Sonia ładnie bierze przedmiot do pyszczka- nie żuje go, nie liże, tylko bierze w pysk i... No właśnie. I wypluwa. Nawet jak nie usłyszy kliku klikera. Mam problem z wprowadzeniem "daj". Będę musiała coś wykombinować, zanim zapomnę. =)


Z tej sztuczki zrobię osobny film! (ale dopiero jak rozwiążemy problem)
Więc spodziewajcie się 2 filmów i postu o naszych nowych ubrankach.
Nie będę się na ich temat rozpisywać, bo mam w planach porządny post!

Mam nadzieję, że nie zanudziłam was tu. Chciałam coś napisać, ale nie mam weny. Następnym razem się postaram i napiszę co u nas. ;)
Pozdrawiam
Ola & Sonia

sobota, 18 stycznia 2014

Robótki ręczne



Hurra! W reszcie ferie! Cieszycie się? Ja bardzo. W reszcie "trochę" wolnego czasu. Mam zamiar większość swojego czasu poświęcić psu i blogu, oczywiście. =)
Mam baardzo dużo w planach. Uzbierała się już spora lista. A więc,
-20. 01 idę do Lidla po smycz automatyczną *
-oprócz smyczy kupię smakołyki  ^^
-i morze skuszę się na piłeczkę, którą napełnia się smakami (jeszcze muszę ją obejrzeć, a na zdjęciu w gazetce nie było dokładnie pokazana)
-muszę zdobyć książkę "101 psich sztuczek"
-muszę nauczyć Sonię kilku sztuczek. A mianowicie:
  • ukłon
  • trzymaj/ daj (o niej szerzej kiedy indziej)
  • skok na nogi
  • "na cudzych nogach" (o niej także napisze kiedy indziej)
 *No więc idę po smycz automatyczną do Lida. Strasznie się na nią napaliłam i już nie odpuszczę!

Zdjęcie produktu

Kosztuje TYLKO 30 zł!
Jest linkowa, aż 8 metrów. Z wygodną rączką i miękką wstawką. Z odblaskiem na środku. No i ma to takie opakowanie na woreczki na psie odchody wraz z (chyba) 30 woreczkami. Napisałam "chyba" bo na stronie internetowej, z której wzięłam obrazek, nie ma napisanego z iloma woreczkami. Ale w gazetce było i o ile pamięć mnie nie myli, jest ich 30.
Smycz jest firmy Zoofari.
 Nie mogę się doczekać poniedziałku!
(spodziewajcie się recenzji)

A tak wracając do tematu...
Stwierdziłam, że ta smycz nie będzie pasować do żadnej naszej obroży ;(
Mamy tylko żółtą z pomarańczowymi łapkami, a ona nie będzie w ogóle pasować. =(
Nie będzie mnie już stać na obrożę do kompletu.... Jakie życie jest okrutne!
Hahhahah! Ale ja lubię czasami pokombinować. No i tym razem coś skombinowałam!
Skombinowałam, że sama zrobię obrożę. No i zrobiłam. I poczułam ogromną ochotę, aby podzielić się tym z wami.
Początkowo nasza obroża była smyczą do kluczy ;_; wygrzebaną gdzieś wśród staroci.





 Wybrałam ją, bo ma zatrzask i półkółko. No i jest wykonana z ślicznego, niebieskiego materiału, który będzie idealnie pasować do naszej smyczki. Niestety,  jednej strony jest srebrna z napisem "Energizer".
Wrrr... Ale na szczęście poradziłam sobie z tym.





 Efekt końcowy =)




 Jestem bardzo zadowolona z efektu. Szczerze mówiąc, boję się reakcji mamy, jak wróci z pracy. Ale tak czy siak jestem mega dumna z siebie. Tym bardziej, że nie korzystałam z żadnej instrukcji zamieszczonej w internecie.
Wykonanie jej było dosyć proste. Wystarczyło wziąć skalpel i popruć wszystkie zszycia. Potem złożyłam tasiemkę na pół, aby zakryć ten napis. Zszyłam i dołączyłam zatrzask. I gotowe!






Teraz nasza obroża pasuje nie tylko do tej Lidlowskiej smyczy, ale także do naszych dwóch starych.






 I czas na przymiarkę.







Gotowa na spacerek. Hahaha.  (nie patrzcie na bałagan z tyłu, to Soniucha porozwalała, a mi się nie chciało posprzątać).




 Dumna Sońcia hahah. Dziwnie wyszło to zdjęcie. Jej głowa wygląda, jakby była wklejona z innego zdjęcia. =)





I na koniec dama na ławce. xD

Pozdrawiamy
Ola & Sonia

piątek, 10 stycznia 2014

Kliker Trixie- recenzja




Tak, tak. :) Jest to nasza pierwsza recenzja. I to nie byle jaka!

Przejdźmy do rzeczy. Dla czego kupiłam kliker? Nowy pies? Nie, nie. Nic z tego. O następnym psie mogę co najwyżej pomarzyć.
Co prawda, Sonia potrafi już sporo sztuczek. Niestety, mamy drobny problem z następnymi. Chciałam coś zrobić z jej zadem, ale nie wychodziło nam. Nawet z ukłonem jej nie szło. A co za tym idzie? Sonia zaczęła się zniechęcać. Jej mózg zamienił się w kamień? Tak szybko?
Chciałam natychmiast coś z tym zrobić. Postanowiłam, że zrobię sobie prezent na urodziny- kupię kliker!
Więc zaraz po szkole poszłam do zoologa. Na szczęście mam go zaraz pod szkołą. =>
Poprosiłam o kliker. Mina sprzedającego= bezcenna. :D Pewnie nie wierzył, że taki bachor wie co to jest kliker. A że jeszcze go kupuje?
Miałam do wyboru dwa różne klikery:
-kliker Trixie - zwykły kawał plastiku z blaszką w środku (tańszy)
-kliker elektryczny nieznanej mi firmy. (droższy)
Zastanawiałam się, który wybrać. Ten tańszy? Jak tańszy, to znaczy, że gorszy. Może nie przeżyć rzucania z kąta w kąt. A może ten elektryczny? Wyglądał porządniej:
-ładnie wyprofilowany kształt. Mmmm... pewnie wygodnie by się go trzymało.
-z doczepioną gumeczką i karabińczykiem. Można go trzymać na ręce i przypiąć do smyczy, a nawet do pasa.
-z ślicznym, jaskrawopomarańczowym guzikiem.

Przyszedł czas na test.
Kliknęłam tym od Trixie. No cóż- dźwięk w porządku. Nawet regulacja głośności i doczepiona instrukcja z poradami- niestety po niemiecku. Całkiem spoko. Zwykły, najzwyklejszy kliker.
Kliknęłam drugim. Ehh... A przynajmniej spróbowałam. Ku mojemu zdziwieniu, facet potwierdził, że elektryczne często się zacinają. Jak to? Przecież to niedopuszczalne! Bez większego namysłu kupiłam ten od Trixie- za 7.50.

Do wyboru były cztery kolory- tak jak powyżej. Wzięłam żółty, bo był najładniejszy. Z resztą kolor nie ma nic do rzeczy. Ważne są efekty.
No i są! 
O dziwo- Soniucha z radością wykonuje wszystkie sztuczki i dokładniej niż zwykle. Nawet na spacerze zachowywała się świetnie. Prawie cały czas była spuszczona. Na spacerze też utrwaliłyśmy znaczenie kliknięcia. Zrobiłam krótką sesję na trawniku; klik-smak, klik-smak, klik-smak. 
Efekty były niesamowite! Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak ładnie przychodziła (wręcz przybiegała) na moje zawołanie. Iiii... czas na wielki egzamin. 
Sonia zawsze miała problem z psami. Gdy tylko jakiegoś zobaczyła- ciągnęła, skakała. Nawet szczekała.
Ja stałam sobie spokojnie na chodniku i spokojnie obserwowałam Sonię oddaloną o dobre kilkanaście metrów. Nagle, tuż obok, pojawił się pies. O niee, co teraz będzie! Nie zdążę do niej podbiec. Ahhh... mam jedno wyjście... Zawołałam:
-Sooonia, do mnie! 
Nieee, Sonia już biegnie do psa. Ale? Czekaj, czekaj, zwalnia! Pojawiła się jakaś nadzieja.
-Sonia, chodź do mnie! Już!
Co? Zawraca? Tak, zawraca, biegnie w moją stronę! Jaka była radość, gdy cała i zdrowa pojawiła się tuż obok. Oczywiście, obowiązkowo- klik-smak.

Do domu wróciłam tak rozradowana, że nawet nie zjadłam obiadu, ale ciiiicho... 

Obecnie mogę śmiało i otwarcie powiedzieć, że żałuję, że wcześniej nie zdecydowałam się na kliker. Jest to świetna rzecz. Niby taka drobnostka-  trochę plastiku jakaś blaszka. Ale to niesamowita drobnostka! Sprawia, że pies zaczyna się mobilizować, zachęcać do pracy. Metoda klikerowa kształtuje u psa wiele pozytywnych zachowań. Uczymy psa, że warto być kreatywnym, że warto próbować i doświadczać nowych rzeczy. 
Naprawdę- nie żałuje ani trochę swojego wyboru! I polecam wszystkim właścicielom psów- szczególnie tym, co posiadają starszego, młodszego, lub mało kreatywnego psa. 

Pozdrawiam i serdecznie polecam
Ola & Sonia

Ps.: Post miał być o wiele bardziej bogaty w zdjęcia, ale niestety gdzieś zgubiłam kabel do telefonu. Następnym razem, tak przy okazji na pewno wrzucę zdjęcia z pierwszego spotkania Soni i klikera. =) Papa!