piątek, 10 stycznia 2014

Kliker Trixie- recenzja




Tak, tak. :) Jest to nasza pierwsza recenzja. I to nie byle jaka!

Przejdźmy do rzeczy. Dla czego kupiłam kliker? Nowy pies? Nie, nie. Nic z tego. O następnym psie mogę co najwyżej pomarzyć.
Co prawda, Sonia potrafi już sporo sztuczek. Niestety, mamy drobny problem z następnymi. Chciałam coś zrobić z jej zadem, ale nie wychodziło nam. Nawet z ukłonem jej nie szło. A co za tym idzie? Sonia zaczęła się zniechęcać. Jej mózg zamienił się w kamień? Tak szybko?
Chciałam natychmiast coś z tym zrobić. Postanowiłam, że zrobię sobie prezent na urodziny- kupię kliker!
Więc zaraz po szkole poszłam do zoologa. Na szczęście mam go zaraz pod szkołą. =>
Poprosiłam o kliker. Mina sprzedającego= bezcenna. :D Pewnie nie wierzył, że taki bachor wie co to jest kliker. A że jeszcze go kupuje?
Miałam do wyboru dwa różne klikery:
-kliker Trixie - zwykły kawał plastiku z blaszką w środku (tańszy)
-kliker elektryczny nieznanej mi firmy. (droższy)
Zastanawiałam się, który wybrać. Ten tańszy? Jak tańszy, to znaczy, że gorszy. Może nie przeżyć rzucania z kąta w kąt. A może ten elektryczny? Wyglądał porządniej:
-ładnie wyprofilowany kształt. Mmmm... pewnie wygodnie by się go trzymało.
-z doczepioną gumeczką i karabińczykiem. Można go trzymać na ręce i przypiąć do smyczy, a nawet do pasa.
-z ślicznym, jaskrawopomarańczowym guzikiem.

Przyszedł czas na test.
Kliknęłam tym od Trixie. No cóż- dźwięk w porządku. Nawet regulacja głośności i doczepiona instrukcja z poradami- niestety po niemiecku. Całkiem spoko. Zwykły, najzwyklejszy kliker.
Kliknęłam drugim. Ehh... A przynajmniej spróbowałam. Ku mojemu zdziwieniu, facet potwierdził, że elektryczne często się zacinają. Jak to? Przecież to niedopuszczalne! Bez większego namysłu kupiłam ten od Trixie- za 7.50.

Do wyboru były cztery kolory- tak jak powyżej. Wzięłam żółty, bo był najładniejszy. Z resztą kolor nie ma nic do rzeczy. Ważne są efekty.
No i są! 
O dziwo- Soniucha z radością wykonuje wszystkie sztuczki i dokładniej niż zwykle. Nawet na spacerze zachowywała się świetnie. Prawie cały czas była spuszczona. Na spacerze też utrwaliłyśmy znaczenie kliknięcia. Zrobiłam krótką sesję na trawniku; klik-smak, klik-smak, klik-smak. 
Efekty były niesamowite! Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak ładnie przychodziła (wręcz przybiegała) na moje zawołanie. Iiii... czas na wielki egzamin. 
Sonia zawsze miała problem z psami. Gdy tylko jakiegoś zobaczyła- ciągnęła, skakała. Nawet szczekała.
Ja stałam sobie spokojnie na chodniku i spokojnie obserwowałam Sonię oddaloną o dobre kilkanaście metrów. Nagle, tuż obok, pojawił się pies. O niee, co teraz będzie! Nie zdążę do niej podbiec. Ahhh... mam jedno wyjście... Zawołałam:
-Sooonia, do mnie! 
Nieee, Sonia już biegnie do psa. Ale? Czekaj, czekaj, zwalnia! Pojawiła się jakaś nadzieja.
-Sonia, chodź do mnie! Już!
Co? Zawraca? Tak, zawraca, biegnie w moją stronę! Jaka była radość, gdy cała i zdrowa pojawiła się tuż obok. Oczywiście, obowiązkowo- klik-smak.

Do domu wróciłam tak rozradowana, że nawet nie zjadłam obiadu, ale ciiiicho... 

Obecnie mogę śmiało i otwarcie powiedzieć, że żałuję, że wcześniej nie zdecydowałam się na kliker. Jest to świetna rzecz. Niby taka drobnostka-  trochę plastiku jakaś blaszka. Ale to niesamowita drobnostka! Sprawia, że pies zaczyna się mobilizować, zachęcać do pracy. Metoda klikerowa kształtuje u psa wiele pozytywnych zachowań. Uczymy psa, że warto być kreatywnym, że warto próbować i doświadczać nowych rzeczy. 
Naprawdę- nie żałuje ani trochę swojego wyboru! I polecam wszystkim właścicielom psów- szczególnie tym, co posiadają starszego, młodszego, lub mało kreatywnego psa. 

Pozdrawiam i serdecznie polecam
Ola & Sonia

Ps.: Post miał być o wiele bardziej bogaty w zdjęcia, ale niestety gdzieś zgubiłam kabel do telefonu. Następnym razem, tak przy okazji na pewno wrzucę zdjęcia z pierwszego spotkania Soni i klikera. =) Papa!


5 komentarzy:

  1. Ja też mam już kliker... do trenowania Milki :)) ma 2,5 roku powinien się przydać :) a jak ją nauczyłaś żeby tak przychodziła do ciebie? Klik i przylatuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje, na pewno się uda!
      Radzę ci trochę poczytać o metodzie klikerowej. O tym już napisałam na twoim blogu.

      Usuń
  2. Ooo Gratulacje! Na prawdę duży postęp! :*
    Jak dobrze że Sonicha tak pozytywne zareagowała na kliker :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ogromnie się ciesze. Już mam plany na ferie. *_*
      I muszę nadrobić zaległe posty!
      A u ciebie kiedy nowa notka??

      Usuń
  3. Zgadzam się - kliker to bardzo przydatna rzecz :)
    Pracę z nim zaczęłam jakieś pól roku temu, w domu jak i w schronisku. Wszystkie psiaki mają wielką radochę i dzięki temu moje popisują się sztuczkami, a schroniskowe mają większą szansę na domek :D
    Mój jest czerwony :p

    OdpowiedzUsuń